Jaskiniowcy

Hiro

Hiro

Witaj, Przybyszu, w mojej skromnej chacie, w której od niedawna mieszkam.

A więc chcesz wysłuchać mojej historii? Pozwól, że najpierw naleję Ci rumu.

No cóż, co tu o mnie mówić. Jestem skromnym druidem, który, (co nieskromnie przyznam) odkrył rasę klejnotowych smoków.

Z mojego dzieciństwa niewiele pamiętam. Jedynie ogień, krzyki, płacz i... śmiech. Straszliwy, przerażający, mrożący krew w żyłach śmiech. W młodych latach często prześladował mnie w koszmarach nocnych.

Po ataku kreatorów na moją rodzinną wioskę, Lima'nova, (Moje wspomnienia z bardzo młodych lat pochodzą właśnie z tej chwili - zapadły mi głęboko w pamięć...) razem z ocalałymi elfami przenieśliśmy się w okolice bardziej niedostępne dla kreatorów, mianowicie - góry, a jeszcze bardziej mianowicie - do wioski Oru-Pniów.

Tam w wieku 7 lat zacząłem edukacje. Początkowo obrałem zawód alchemika, jednakże parę lat później druidzi zamieszkali w wiosce odkryli u mnie umiejętności, którymi zwykle odznaczają się wśród elfiej społeczności synowie natury - druidzi.

I znów przez kilka lat uczyłem się magicznych zaklęć, uczyłem się jak porozumiewać się z naturą, jak być częścią niej. Uczyłem się być łagodny w stosunku do wszystkich tworów natury - roślin, ludzi i zwierząt (niestety w stosunku do natrętnych komarów nigdy nie nauczyłem się być łagodny). Uczyłem się. Po prostu.

I wreszcie nim zostałem. Znaczy druidem. Rada starszych uznała, że opanowałem już odpowiednie umiejętności w stopniu, który pozwalał mi szczycić się tym szlachetnym tytułem.

Jednak nie skończyłem na laurach. Od razu mój i tak pusty umysł domagał się napełnienia. Czymkolwiek. Postanowiłem napełnić go wiedzą alchemików. Trochę nietypowe hobby jak dla druida, prawda? Pozwól jeszcze kieliszek...

Szczerze mówiąc, alchemia zawsze była czymś, czym się fascynowałem. No, może nie fascynowałem, ale można powiedzieć - alchemia to moje hobby. W swoim laboratorium, wśród czarek, butli, bulgotających eliksirów i dziwacznych przedmiotów czułem się wprost świetnie. Muszę nieskromnie przyznać, że posiadłem wiedzę o alchemii tak wielką, iż nie powstydziłby się niej żaden z "zawodowych" alchemików.

I tak przez 4 kolejne lata wiodłem spokojne życie, spełniając obowiązki druida i dla relaksu ważąc coś w moim niewielkim laboratorium.

Pewnego dnia zostałem przyjęty do straży leśnej Erathii. Zdziwiony? No tak, nie wspominałem przecież o mojej łuczniczej wprawie... co tu się dziwić, trenowałem przecież pod okiem mistrza. Po wielu latach uporczywego treningu osiągnąłem refleks i sprawność strzelania z łuku w tym stopniu, że rada starszych zadecydowała, iż będę cennym nabytkiem dla straży. No tak: mogłem pełnić funkcje druida, znając się na zaawansowanej magii, jednocześnie przygotowywać różne eliksiry i służyć straży jako strzelec. Widzisz, Gościu, ten łuk oparty o ścianę obok okna? tak, nie mylisz się. Jest to Elficki Łuk z Drzewa Wiśni.

Służyłem w straży już kilka dobrych miesięcy, kiedy przyszło nam zmierzyć się z prawdziwym zagrożeniem. Dotychczas nasze zadania ograniczały się do powstrzymywania małych grup złodziei, bandytów i zabójców, którzy próbowali się wedrzeć na nasze ojczyste tereny. Jednak teraz los przysłał nam realne zagrożenie - spora, można powiedzieć: ogromna grupa sprzymierzonych Kreatorów i Nekromantów zaatakowała granicę Erathii. Wrogowie mieli przewagę, było ich więcej, jednak elfi strzelcy są znani z świetnych łuków i wprawnych dłoni, więc sporo wrogów padło już po pierwszej serii. Niestety, nie doceniliśmy ich, a to był fatalny błąd.
W końcu doszło do bezpośredniego starcia. Sam także rzuciłem się w wir walki, rażąc przeciwników nielicznymi ofensywnymi zaklęciami, których się nauczyłem (magia druidów to nie magia czarnoksiężników, warto pamiętać). W końcu zostałem niepostrzeżenie otoczony i w rezultacie ugodzony zatrutym ostrzem kościeja. Poczułem, jak zapadam się w ciemność...

I tak zakończyła się moja służba w straży. Od momentu, kiedy zostałem ukłuty zatrutym mieczem, moja prawica drży, kiedy próbuję naciągnąć cięciwę łuku. A z drżącą ręką, rzecz jasna, nie mogłem strzelać.

Postanowiłem wrócić do mojej ojczystej wioski, Oru-Pniów, i wieść tam spokojny żywot aż do jego końca. Żądza przygód momentalnie zniknęła.

No i tutaj właśnie, w mojej rodzinnej osadzie, odkryłem rasę klejnotowych smoków. A tak. Zdziwiony? Nie, jednak to nie jakieś inne elfy. To ja. Jednak ludność o mnie zapomniała, rozpuszczając czcze plotki o pewnych elfach, które tego dokonały.

Od czasu, kiedy spotkałem się oko w oko z klejnotowymi smokami, zacząłem interesować się tymi fascynującymi stworami. Są symbolem siły, majestatu, ogromu mocy, którą dysponują.

I w końcu niesiony wodzą zamiłowania do smoków, postanowiłem zostać ich hodowcą. I rzeczywiście - szukałem w górach smoków opuszczonych, słabych, skazanych na wyginięcie, i dołączałem je do swojego stada, by miały szansę przeżyć. I tak żyłem przez kolejny rok. Jeden długi rok, który ciągnął się niemiłosiernie. Może się jeszcze napijesz, wędrowcze?

Aż w końcu znów znudziłem się monotonnym i samotnym życiem, i postanowiłem wyruszyć na spotkanie przygodzie. Chwilową opiekę nad stadem pozostawiłem memu wiernemu przyjacielowi, a sam wyruszyłem w dal. Nie wiedząc nawet gdzie.

Po kilku tygodniach bezustannej wędrówki i włóczenia się po zakamarkach świata, ujrzałem w dali ogień (była wtedy noc). Pomyślałem sobie: "ki czort?" i podążyłem w jego stronę. Dotarłem dopiero o świcie, gdyż tajemnicza wioska była bardziej oddalona od mojego skromnego obozu, niż myślałem.

Wioska ta okazała się miłą osadą, która, jak wyczytałem, nazywała się "Jaskinia Behemota". Zostałem tam przez kilka dni, gdyż ludzie tam mieszkający okazali się nadzwyczaj przyjaźni. W krótkim czasie zaprzyjaźniłem się z nimi.

No ale cóż, nic nie trwa wiecznie, musiałem w końcu wrócić do swojej ojczyzny. No i tak czasami odwiedzałem Jaskinię, oglądając piękno sztuki zawartej w Mistycznych obrazach, i czytając poezję w innych oberżach.

W końcu zadecydowałem, iż przeniosę się na zawsze do JB. Długie wędrówki, które musiałem przebyć, aby spotkać się z jej mieszkańcami, były bardzo uciążliwe. Więc przeniosłem swoje stado w okolice bliższe do wspomnianej osady.

I odtąd mieszkam tutaj na zawsze, czasami odwiedzając rodzinkę i przyjaciół w ojczyźnie. Jednak nie żałuję, że przeniosłem się właśnie tutaj - do Jaskini Behemota. Ale to jeszcze nie koniec mojej historii.

Jeśli chcesz, abym opowiedział Ci, Przybyszu, całą moją historię, zapewne kiedyś się jeszcze spotkamy... Teraz niewątpliwie znudziłbyś się...

Skoro musisz już iść, żegnaj, Gościu, i zapraszam ponownie do mojej skromnej chaty!

Rasa
Druid
Profesja
Hodowca smoków, alchemik
Skąd
Miasto Oru-Pniów
Tytuł
Jaskiniowiec ( Szczegóły )
Grupy użytkownika
1 ( Zobacz listę )
Dołączył
2008-06-24 18:16
Data urodzin
06 sierpnia
Komentarzy
252
Postów na starym forum
0
Postów
324 ( Zobacz )
Błędnych postów
0 ( Zobacz )
Zawód
Uczeń SP
Zainteresowania
Muzyka, informatyka, technika - ogólnie komputery, fantastyka
WWW
http://mod-alt-upgrades.yoyo.pl