Jaskiniowcy

MiB

Obserwował. Wiedział, że jeśli uderzy za wcześnie, atak zostanie odparty. Jeśli jednak zbyt późno zdecyduje się wydać rozkaz, natarcie może nie przynieść efektów.
--
Dzień był upalny. Żar lał się z bezchmurnego nieba, na którym królowało słońce. Bitwa rozgorzała w południe. Szala zwycięstwa co i rusz przechylała się to na jedną, to na drugą stronę. A oni czekali. Stali ukryci w lesie nieopodal pola bitwy. W powietrzu unosił się zapach gęstego potu. Żądza mordu bijąca od jego żołnierzy była prawie namacalna. Wiedział, że są gotowi do walki. Wiedział, że ich gniew osiągnął punkt krytyczny i gdy tylko wyda rozkaz nikt ich nie powstrzyma. Ale był również pewien, że nikt nie odważy się jemu sprzeciwić - są doskonale wyszkoleni. Byli elitą.
--
Nie od razu ich zauważył. Niewielki oddział, może 20 skrzydlatych. Chcieli przemknąć niezauważeni obok pola bitwy, aby później - przynajmniej tak mu się wydawało - zaatakować od tyłu niczego nieświadomy oddział Sukkub.
Niedoczekanie. Co prawda był pewien, że jego podwładni spokojnie poradzą sobie w dwukrotnie większymi siłami wroga, ale znał również wagę morale w armii. Rozgromienie na oczach wroga niewielkiej grupy doborowych żołnierzy mogło niejednokrotnie przynieść lepsze efekty, niż wybicie połowy napastników.
--
Dał sygnał do ataku. Oddział ruszył biegiem w kierunku wroga. Mieli przewagę - nie dość, że aktakowali zza pleców, to jeszcze ich ciemne zbroje całkiem dobrze maskowały ich na tle lasu... gdyby jeszcze tylko nie wzbijali w powietrze tyle kurzu.
--
Stratedzy wykonali kawał dobrej roboty. Bitwa była ciężka, ale to uderzenie miało przesądzić o ostatecznej klęsce sił Piekieł. I kiedy doborowy oddział Archaniołów był już tuż, tuż obok wrogich strzelców. Kiedy ostateczny cios miał być zadany. Wtedy ich zauważył.
Ale było już za późno na ucieczkę.
--
Gdy ich zauważyli, było już za późno na ucieczkę. Stanęli do walki. Ostrza mieczy zalśniły w powietrzu. Ruszyli. Biegli niczym cielęta prowadzone na rzeź. Byli pewni, że zginą.
--
Szczęknęła stal. Miecze i kosy zawirowały w śmiertelnym tańcu. Diabły pchane dzikim szałem, z żądzą mordu w oczach zabijały bez litości.
Wszystko trwało ledwo chwile. Zero strat własnych. Byli elitą.
--
Był już poranek. MiB ocknął się. Zimny pot oblewał jego twarz. Przez jedno mgnienie oka zastanawiał się gdzie jest, szybko jednak rozpoznał znajome półki, skrzynie i drzwi. Był w swoim domu. W Thomeheb, stolicy Imperium Jaskini Behemota.
Ten sen. Wspomnienie dawnych dni. Dni mordu, krwi i strachu. To już minęło. Mógł zapomnieć, tak byłoby prościej. Ale nie chciał. Złapał swoją kosę. Ona pamiętała, była powierniczką strasznej tajemnicy.
Wstał, ubrał się i po chwili wyszedł z wielką skrzynią narzędziową trzymaną w ręce.
Budowa Imperium była jego pracą. Jego odkupieniem.

Rasa
diabeł
Profesja
Przyjazny diabeł
Skąd
Gród Kraka
Tytuł
Administrator Wortalu ( Szczegóły )
Grupy użytkownika
7 ( Zobacz listę )
Dołączył
sobota, 21.12.2002, 6:26
Komentarzy
350
Postów na starym forum
1675
Postów
2338 ( Zobacz )
Błędnych postów
12 ( Zobacz )
Zawód
programista aplikacji internetowych
Zainteresowania
czytanie, słuchanie, pisanie, jeżdżenie
WWW
http://bachowski.pl
Acid Cave
MiB