Leryn
SCENA I
Nietrudno było dostrzec, że drzwi odpadły i pozostały tylko zawiasy. Z braku czegokolwiek do pukania, podstawiono kamień.
-Puk, puk.
-Kto tamoj! - wrzasnął jakiś staruszek zza płota, otwierając jedno oko. Kapelusz nałożony na bakier skrzętnie sobie poprawił, brodę przygładził, wąsa podkręcił.
-Dziennikarz.
-Ni znom!
-Jestem William De Worde. Poszukuję prawdy. Pan jest Cohen Barbarzyńca, tak?
Ja tylko chcę pogadać o Leryn. Wasza lokatorka, zgadza się?
-Panocku! Na gware przejdź ino bo ni kumom! - zawołał z rozpaczą starszy człowiek. - Tak! Jo Cohen Barbarzyńca, najwinkszy wódz tego świata! - poprawił przepaskę biodrową, niemalże przykutą do jego ciała. - Jo, Cohen Barbarzyńca!
-Toć waszo kochanecnicka, zgadzo się?!
-Zgadzo! Wejść!
-To ja może za płot przejdum?
-Ni! Zostać! Ni wyciągać tych kartecek! Kartecki w cholestce zostajom! Wy tam! Złodziejskie chłystki! Wziunść mu te kartecki! I ołówek tes!
Tabun niebieskich ludzików natychmiast zabrało mu buty.
-Łojzicku!
-Od jak dawna Leryn tu mieszka? - wrzasnął dziennikarz, przytrzymując opadające skarpetki.
-Łona tu ni mieszko! Łod pinciu lat!
-Gdzie jest teraz?
-A to już tajułek! Nikomu ni mówiła! Ale wicie panie, ktoś zwinął ołów z dachu Łopery! Tej waszoj Ankh Morporskiej! To łona, wim, jak nic to łona! - krzyczał staruszek. - Hańba! Nawet jedyny szlaban ukradła! A to był taki pinkny szlaban!
-Łon stoi na drodze od Miedzianki - zauważył De Worde. - Tamoj go ostatnio widziałem. Czym się zajmowała?
-A takie tam, co trzeba było tego ubiczowała, tamtemu łepetynę z karku ściungła!
-Ściągnęła... - zauważył nieśmiało De Worde.
-Ściungła! - powtórzył staruszek. - I jakimuś ważniakowi ze Straży założyła garnek na lewom stronę!
-Proszę zię przesunąć trochę v levo... - Otto ustawił aparat. Huknęło, błysnęło, coś się rozbiło. Po chwili wampir wrócił do poprzedniej formy. - Oj, kiedyś znajdę właściwy filtr... - wymamrotał.
SCENA II
I ostatnia
-Zmniejszyć podatki! Zmniejszyć podatki! - wrzeszczeli pikietujący. Zgromadzili się pod zamkiem Hrabiego De Magpyr. Vlad i Lacrimosa wychylali się z okien, z zainteresowaniem przypatrując się protestowi.
-Mogę zrzucić na nich skałę?
-Vlad, przestałeś się wreszcie bujać w tej grubej?
-Nie.
-To przecież góra budyniu! Ciepłe kluski!
-Nie mów tak o Agnes! Jest z pewnością... interesująca.
-Jasne - skwitowała jadowicie Lacrimosa.
-Przyszedł już ten kat? - zapytał Hrabia, dopijając wino. Reszta rodziny, posiadająca wciąż inne preferencje smakowe, odmówiła degustacji napoju.
-Nie, nie spieszy jej się. Pewnie zatrzymał ją szlaban na drodze do Lancre.
-Albo ta wiedźma Weatherwax - stwierdziła Lacrimosa.
-Jestem, jestem! No co tam, panie hrabio? - Leryn wpadła do pokoju jak burza. - Pikietujący się rozkręcili... Już rozbijają namioty.
-Bardzo dobrze - skomentował hrabia. - Jak było w Ankh - Morpork?
-Muszę przyznać, że łatwo było się pozbyć ołowiu z dachu Opery. Zwalają winę na Upiora. Dzięki ci, hrabio.
To było wręcz niewiarygodne. Leryn wpadała do Hrabiów de Magpyre na herbatkę i nie wychodziła stamtąd z dwiema dziurami w szyi.
Naprawiła kapelusz pannie Tyk i jeszcze dyskutowała z nianią Ogg o seksie, wzbudzając skrępowanie męskiej części zebranych.
Kłóciła się z babcią Weatherwax i darła koty z Nac Mac Feeglami, bowiem jak one czuła wielki pociąg do butelek z procentową zawartością.
Denerwowała Annagrammę i dawała się we znaki Samuelowi Vimesowi, który na jej widok dostawał już apopleksji.
Grała w szachy z Patrycjuszem.
I robiła Cohenowi Barbarzyńcy herbatki z rumem.
Ma Dmuchawcofobię.
Kradnie szlabany na drodze do Miedzianki.
Pozbywa się nadwyżek ołowiu za darmo.
- Rasa
- Człowiek
- Profesja
- Kłótliwiec
- Skąd
- Różnie z tym bywa...
- Tytuł
- Jaskiniowiec ( Szczegóły )
- Grupy użytkownika
- 1 ( Zobacz listę )
- Dołączył
- 2008-05-29 09:13
- Data urodzin
- 10 września
- Zainteresowania
- Wszystko co jest związane z Rosją.