Jaskiniowcy

Tullusion

Tullusion

Zaiste, kręte są gościńce prowadzące do serc człowieczych... Zachwaszczone, zasypane listowiem, przeorane tysiącem wiatrów ścieżyny wiodące hen!, za siedm gór i tuzin puszcz... Kędy przehulały zamiecie wiktorii, ostawiwszy jeno kurze i kurhany. Gloria victis, powiadają... Dziwy, ale wiary niełacno dać takowym, bo to i frasunek dla umysłu, i klechda, bajęda dla duszy.

Znam ja inszą historyę, smutną, przeto pokajam się pierwej nim gębę rozewrę i pokornie upraszam o łyk dobrego chmielu...

A znaliście wy, dziatki, Tullusiona? Młodzian pyszny, rosły, jak tur silny a smukły niczym gazela. I rad byłby stolec wojewody objąć, nim wiosen kilka by przeleciało... Ino wielka przykrość go napotkała. Zaprawdę, wielką litość żywię ku niemu na sam zawrót pamięci. Dość rzec, iże z istoty ludzkiej zamienił się w plugawe, śmierdzące paskudztwo - tak jeno nazwać tę maszkarę mogę. Emocje, poglądy, ki czort maczał swój plugawy ogon, pojęcia nie mam i niechętnie mi do wiedzy takowej.

Gospodarzu! Piwa podaj!

A teraz on, nieborak, wegetuje. Tak, wegetuje, znaczy żyje - i nic nadto. Żyje, by żyć, dla samej esencji. Piliście Wy kiedy prawdziwej herbaty, z fusami? Wystawcie sobie - otóż ten napój wyrobić dla samych fusów, nie zaś dla tego, co najłacniejsze gardłu. Pomiarkowali? Jego jedynym celem jest zatarcie tego swego gościńca, ukrycie. Odebranie sobie sensu, uczuć, przyjemności, rozkoszy. Jakiż duch nim wiedzie? Ja nie wiem...

Kto staremu naleje z tegoż antałka? Przypadło mi do gustu to piwo...

Słuchy mnie jeno dochodzą, a i z odwiedzin wyniosłem, że sztuka owa jeszcze nie całkiem mu powolna, a i głębsze emocje wypływają czasem, jakoby odżywcze źródło z wywierzyska. I w tym cała nasza nadzieja, dziatki. Woda oczyszcza. Poświęćmy ją własnymi sumieniami, by nigdy mu jej nie zbrakło...

Ach. I zapomnijcie, com łyknął, a com przelał do piersiówki...

Bywajcie!

//Bo człowiek to zło konieczne.

Pasożyt oczu, nosa, nieuprawiony użytkownik ust, serca, systemu neurologicznego i dłużnik ogólnie pojętych "uczuć".

Pijawka, czerpiąca z portfeli, z kont bankowych, z zastawów z egoistycznych, niecnych pobudek.//



Kochajmy pospieszać ludzi, tak szybko słuchają...



//Wiesz co? Idź Ty lepiej końskie siodło wyprasować...//



Czy ja coś robię? Ja nic nie robię, jestem bezrobotny jak mysz katedralna.

Jak to mawiają, każde ślub ma dwa końce. W każdym ktoś odchodzi.

Bo życie, to nie broszka.



//Kiedy Cię widzę, to aż żołądek w kieszeni się otwiera. Ale niechbym Cię nie zobaczył choć kilka dni! Trup na wynos...

Cienka, przerywana pęcherzykami powietrza linia brunatnych kropel cieknie wprost do moich ust. Czuję słodki smak rozkoszy, umysł rozluźnia się i zasiada na bujanym fotelu przy ulubionej audycji telewizyjnej. Mięśnie rozkurczają się spazmatycznie, oczy ogniskują w jednym punkcie - źródle największej, nieustającej podniety.
To cudowne pić herbatę przez słomkę...

Czy to już preludium obłędu? Czy tylko krystaliczna przejrzystość świata?//



Nie mam sił. Pomysły uciekły. Rzeczywistość się rozmyła. Metafizyka jest nieokiełznaną ontologią. Coś, co jest zarazem etyczne i estetyczne, bywa niebagatelnie złośliwe. Żuje czuby własnych mokasynów i pochrumkuje frenetycznie, mogąc rozegzaltować się własnym umysłem.

Tak, właśnie.

Kukuryku, wstaje nowy dzień! Helios poszedł po beczkę samogonu dla Dionizosa, a następnie obaj gentlemani uroczyście zgwałcili Jutrzenkę. Boże, pierdoło, zapomniałeś włączyć słońce!

A teraz jest wieczór, popijam ekstrawagancką herbatkę, kalecząc się resztkami stłuczonej lampy (jak pięknie spadała! Za krótko...). I co mi zrobisz?



//Słowa te napisała osoba, która nie chciała być mną. Od czego była uzależniona? Od zimnej, cichej, nostalgicznej i ulotnej samotności? Czy od ciepłej, gwarnej i miłej w dotyku... ludzkości?//



Śniły mi się zrazy bez cukru... Nikotyna bez dymu i Żwirek bez Muchomorka. Niby mara, niby zmora, niby koszmar, brak... upiora. Cóż to za delirium bez szkarady, wypełzającej z zakamarków wyobraźni? Nie, tej dekonstrukcji kupować nie należy, nawet w promocji. Nawet starocerkiewnosłowiańskiej babie.

A pisanie sprawia mi fizyczny niemal ból. Czuję do siebie wstręt, obrzydzenie odcedzone od litości na dnie probówki z lakonicznym podpisem: "Tullusion".

Przykre.

Rasa
Zmiennorasy
Profesja
Prorok we własnym kraju
Skąd
Znikąd
Tytuł
Weteran ( Szczegóły )
Grupy użytkownika
5 ( Zobacz listę )
Dołączył
2007-01-19 13:53
Data urodzin
01 stycznia
Ostatnia wizyta
2009-07-04
Komentarzy
767
Postów na starym forum
0
Postów
267 ( Zobacz )
Błędnych postów
0 ( Zobacz )
Zawód
Kataleptyczny politolog
Zainteresowania
Wegetacja, supremacja, kontestacja, mizantropia
WWW
http://www.tullusion.blox.pl