Jaskiniowcy

Feanor

Urodziłem się dokładnie 100 lat temu, w 200 rocznicę wielkiej bitwy ludzi ze smokami. Moim ojcem był drakomanta, półsmok Varamis (na co dzień wygląda jak normalny człowiek, jedyną różnicą są gadzie oczy i włosy nietypowego koloru), a matką ludzka kobieta Filiana.

Z powodu naszej odmienności byliśmy prześladowani przez ludzi i musieliśmy uciekać z rodzinnego miasta - Fielnasu. Osiedliliśmy się w innym kraju, wiele staj od domu, ale i tam pewnego dnia zaczęły się prześladowania nieludzi. Mój ojciec tym razem nie chciał uciekać, stanął do walki. Wybrano go przywódcą oddziałów elfów i krasnoludów.

W wielkiej bitwie na ulicach miasta ludzie walczyli i atakowali wzmocnieni nienawiścią, zaś inne rasy broniły się zaciekle. Wszędzie leżeli ranni i martwi, wszędzie płynęła krew. Mój ojciec pod smoczą postacią walczył dzielnie i był zawsze tam, gdzie najbardziej go potrzebowano. Ja miałem wtedy już 20 lat i walczyłem razem z nim. W końcu szala zwycięstwa zaczęła się przechylać na stronę nieludzi. I kiedy wrogowie byli bliscy kapitulacji, ktoś wystrzelił strzałę. Trafiła ona mojego ojca w pierś, zachwiał się, ale walczył dalej, ktoś podkradł się od tyłu, w ręce trzymał długi, ostry sztylet, pobiegłem tak szybko, jak tylko mogłem, by go zabić... Nie zdążyłem... Nóż wbił się w samo serce. Mój ojciec upadł. W tym samym momencie dopadłem skrytobójcę i przebiłem go mieczem. Ojciec powiedział kilka słów przed śmiercią, ale nie dałem rady ich zrozumieć. Chwyciłem w dłoń jego błękitny miecz - Drinnan - i wzmocniony siłą nienawiści ruszyłem do walki. Nagle poczułem, jak wypełnia mnie moc... Duch starożytnej rasy smoków. Zacząłem widzieć ostrzej, przeciwnicy jakby zwolnili, a ja poruszałem się z szybkością błyskawicy. Elfy i krasnoludy widziały we mnie nowego przywódcę i zaczęli walczyć ze zdwojoną zaciekłością. W końcu ludzie złożyli broń i uchwalono równe prawa dla wszystkich ras.

Razem z matką pochowaliśmy ojca. Kilka tygodni później Filiana zmarła z rozpaczy. Nie mogłem tam dłużej zostać... Wyruszyłem w podróż. Walczyłem w wielu bitwach, zabijałem potwory...

Po dziesięciu latach od śmierci Varamisa trafiłem do ruin starożytnego chramu kultu smoków. Widziałem tam wspaniałe obrazy przedstawiające smoki w pełni chwały... Wędrując dalej znalazłem piękny łuk wzmocniony smoczą łuską. Zabrałem go, w końcu jestem w ćwierci smokiem. Nigdzie jednak nie znalazłem strzał... Nic to, pomyślałem, i poszedłem dalej... W pewnym momencie ze ścian zaczęły sypać się strzały. Byłem zaskoczony, ledwie zdążyłem uniknąć pierwszych, jedna mnie drasnęła. Gdy tylko znalazłem się w bezpiecznym miejscu, sporządziłem prowizoryczny opatrunek. Od tamtej pory szedłem z mieczem w ręce i zachowywałem najwyższą ostrożność. Jeszcze kilka razy unikałem strzał, w pewnym momencie musiałem walczyć z żelaznym golemem ze smoczą głową. Na szczęście, jak to golem, był bardzo powolny.

W końcu dotarłem do miejsca, z którego nie było już innych dróg. Widziałem wielki ołtarz, który pulsował mocą. Na jego szczycie zobaczyłem rzeźbioną smoczą głowę, po bokach były skrzydła. Na ołtarzu było zagłębienie w kształcie miecza. Podszedłem i włożyłem tam Drinnan... Pasował idealnie. Nagle poczułem uderzenie Mocy, które zaparło mi dech. Coś wyrywało mi miecz z ręki, trzymałem go z całej siły, nie mogłem go puścić, to była moja pamiątka po ojcu, który zawsze bardzo dbał o tę broń. Trudno mi określić, ile czasu minęło... Równie dobrze mogłem walczyć z tą siłą kilka minut, równie dobrze kilka godzin. Nagle Moc przestała wyrywać miecz z moich rąk, a ja zemdlałem trzymając Drinnan w ręce.

Gdy się ocknąłem, ołtarz nie pulsował już energią, a miecz zniknął... Za to czułem dziwne mrowienie w dłoni. Miałem na niej niezwykłe, świecące, błękitne znamię, które zaczynało się na dłoni i szło spiralą aż do ramienia. Gdy skupiłem na nim swoją wolę, zaczęło wynurzać się z niej ostrze Drinnana, ale było inne, emanowało magiczną mocą... Smoczy miecz mojego ojca przejął energię ołtarza i stał się potężniejszy... Zdobył też tajemnicze właściwości, których nie potrafię nazwać. Zaskakuje mnie co jakiĹ� czas, uderzając wroga piorunem, wysyłając falę energii odrzucającą wrogów. Wiem tylko jedno - zawsze dzieje się to wtedy, gdy ogarnia mnie wściekłość, bojowy szał, lub jestem w niebezpieczeństwie...

Rasa
Ćwierćsmok
Profesja
Mistyczny Wojownik
Skąd
Medar'Dum
Tytuł
Weteran ( Szczegóły )
Grupy użytkownika
3 ( Zobacz listę )
Dołączył
sobota, 5.02.2005, 2:27
Data urodzin
30 stycznia
Komentarzy
11
Postów na starym forum
22
Postów
168 ( Zobacz )
Błędnych postów
0 ( Zobacz )
Zawód
Łowca
Zainteresowania
Fantasy, RPG, świat HoMM i Nosgoth