Jaskiniowcy

Architectus

Wychował się w kariatydyckim plemieniu od pokoleń służącemu Yeenoghu, jednemu z władców Otchłani. Elita szamanów przewodziła całej społeczności, szerząc przemoc i okrucieństwo. Większość górskich gnolli, pod wpływem demonicznej mocy, spotęgowanej uciskiem panujących, straciła zdolność do harmonijnego kierowania się swoim furiackim usposobieniem. Przestała dbać o własny rozwój, a gniew wobec złych uczynków osłabł, ustępując beznadziejnemu otępieniu, nieobliczalności i napadom bezmyślnej agresji. Zgasł tkwiący w niej zasób możliwości, służący niegdyś by troszczyć się o godność istot, z którymi dane jej było dzielić terytorium, oraz do poszanowania ich życia. Jednak garść z nich wciąż opierała się bezlitosnej energii i starała się trwać przy odmiennych przekonaniach, a on sam nie należał do żadnej z grup, gdyż jego zachowania stawiały go po obu stronach. Wśród nich byli także szamani, którzy pełnili rolę utrzymania porządku oraz zapewnienia plemieniu trwałości, nauczali kultury, tradycji, jak również porozumiewania się z dzikimi psami, odmiennie od pozostałych, pokazujących jak je tresować. Z ich opowieści Architectus wiele razy słyszał jak dawniej los gnolli był pisany chwalebniejszymi słowami, zanim dekady wcześniej ich żywot został poświęcony czczeniu demona.

Kiedy zaczął mężnieć, razem z nielicznymi członkami swojego klanu otwarcie odmówił oddawania czci jakiemukolwiek władcy demonów. Z pomocą grupy sprzyjających szamanów wymknął się wraz ze swoimi kompanami i zaczął szukać odpowiedzi jak wyzwolić siebie i plemię. Przewędrowali krainy odległe od domu, każdy z nich odnalazł swoje powołanie w profesjach takich jak kowalstwo czy szkutnictwo, i tam - z dala od walk - osiadł. Jednak te prace nie sprawiały, że Architectus uwalniał się od wpływu demonicznego bóstwa. Nie pasował tam, choć był zdolny do pomocy w ich wykonywaniu. Potowarzyszył współplemieńcom przez dłuższy czas, popróbował życia w miastach, ale nie potrafił się odnaleźć. Aż wreszcie pozostało mu wyruszenie w samotną podróż, która zakończyła się, gdy dowiedział się o istnieniu Imperium. Wtedy trafił do zdumiewającej osady Pazur Behemota, lecz nigdy przedtem nie pojawiającej się w jego snach ani marzeniach. Była dla niego zbyt różnorodna i bujna, aby mógł przewidzieć pobyt w takim miejscu.

Mijały miesiące. Z braku innego celu, Architectus osiadł w zadziwiającej osadzie i coraz lepiej poznawał świat. Przyjmował lokalne zadania, działał i współodczuwał z innymi osadnikami, ale wracając do przyznanego mu domostwa, nawet po rewelacyjnym dniu służby, bardzo często gnębiła go świadomość mijających dni, niosących ze sobą potencjalną destrukcję jaką może wykonać, gdy tylko zachowa się zgodnie z demonicznymi namowami. U kresu kolejnego lata podjął decyzję, aby zakończyć zobojętnienie na źródło nachodzących go myśli i odzyskać równowagę wewnętrzną. Nie spakował się ani nie przygotował, ogarniał go strach, ponieważ nie był w swoim plemieniu od chwili jego opuszczenia i nie wiedział czego ma się spodziewać. Poruszał się ociężale, do momentu, aż natrafił na karawanę kuglarzy, która kierowała się w tę samą stronę. Ich towarzystwo zdawało mu się przemieniać uciążliwą, mimo suchej ziemi i braku opadów deszczu, drogę w pasmo przygód. Miał wtedy okazję przyjrzeć się unikatowemu sposobowi życia sztukmistrzów, którzy rozweselają napotkane osoby w odwiedzanych miastach, odganiając ich troski na kilka chwil. Jednak im więcej krajobrazów rozpoznawał, tym większe czuł napięcie. Tuż po tym jak rozstał się z kuglarzami, dał sobie czas na rozmyślania. Zadziwiało go uczucie rosnącej tęsknoty za obowiązkami jakie pełnił w Osadzie. Wzruszył się, kiedy dokonał odkrycia, że tam mógł działać wedle swoich predyspozycji.

Z pociechą na duchu dotarł na główny plac wioski plemiennej, lecz ujrzane ruiny i zgliszcza nie napawały go dodatkową radością. W okolicach spotkał tylko jednego ze współczujących szamanów, którzy pomogli mu w podróży. Mędrzec pozostał by pielęgnować roślinność zasadzoną przez gnolle. Architectus dowiedział się od niego, że pierwotna struktura plemienia przestała istnieć, a pozostali przy życiu jej członkowie rozpierzchli się, gdy szamani byli bezsilni wobec rozprzestrzeniającej się zarazy, której nie powstrzymywały przestarzałe rytuały. Rozmawiał z nim długo, powoli, omówił dzieje plemienia, usłyszał, że grupka z którą wyruszył była którąś z kolei i gdzieś na kontynencie są potomkowie tych, którzy przetrwali. Mimo to, wpadł w głęboką rozpacz, mając przed sobą perspektywę bezpośredniego zagrożenia, jakim były zagłada całego plemienia i pozostanie ostatnim jego żywym potomkiem, na domiar tego mającym słabą odpornością na działania demonów. Gdy zabrakło mu łez do ronienia, spazmatyczne szlochy uspokoiły się i łkania ucichły, w jego głowie nastała pustka. Z niej, niczym wschodząca gwiazda nad horyzont odległej planety, wyłaniała się pojedyncza myśl, a dokładniej spostrzeżenie. Architectus dostrzegł jak do tamtej pory poszukiwał dla siebie mocy na zewnątrz do przezwyciężenia chęci czynienia zła, gdy od początku potrafił ją wykrzesać w sobie. Strach przed konsekwencjami piętna Yeenoghu paraliżował go na tyle, że nie potrafił zobaczyć jak wola tego ciemiężyciela dociera do niego z zewnątrz i nie wyzwala się w jego wnętrzu. Co więcej, gnoll wreszcie zaakceptował, że może wkrótce zostać ostatnim plemieńcem. Pojął także, dopóki żyje, jego plemię trwa razem z nim, a skoro zdołał wyzwolić siebie, będzie w stanie wyzwolić też tych którzy przetrwali. Ta pełna nadziei myśl nadal wspiera go w trudach.

W trakcie powrotu do Pazura Behemota posłuchał rytmu własnego serca i wyczuł jego ciepło. Nie rozdrabniał się w swoich wnioskach, odnalazł swoje powołanie, podporządkował się cyklom natury oraz jej zaobserwowanym regułom i otoczył ją czcią. Wybrał pogodzenie się ze swoim wrodzonym temperamentem i od tamtego czasu pozwala sobie na objęcia melancholii. Dziś kształci się z pasją. Czasem można go spotkać jak spaceruje - własnym tempem - w charakterystycznej spódnicy, powiewającej na wietrze. Po latach, wybór pozostania w Imperium i zgłębiania mądrości wśród jej mieszkańców uważa za szaleństwo i świetnie się z tym czuje.

Rasa
gnoll górski
Profesja
integrator
Skąd
Kariatyd
Tytuł
Weteran ( Szczegóły )
Grupy użytkownika
6 ( Zobacz listę )
Dołączył
poniedziałek, 2.05.2011, 11:37
Data urodzin
23 maja
Komentarzy
177
Postów na starym forum
0
Postów
212 ( Zobacz )
Błędnych postów
0 ( Zobacz )
Zainteresowania
antropomotoryka